Who Owns the Museum Narrative?

Do kogo należy narracja muzealna czyli o pracy przewodników? | Wem gehört das Museumsnarrativ?


Tematem niniejszego szkicu jest rola i pozycja przewodnika muzealnego oraz kwestia tego, do kogo należy narracja muzealna: do muzeum i jego władz czy do publiczności. Inaczej mówiąc: czy istnieje (i czy powinna istnieć) jedna jedyna narracja muzealna, za którą odpowiadają władze placówki, czy też muzeum dostarcza pewnych artefaktów oraz (zwłaszcza w przypadku muzeów narracyjnych) proponuje pewną opowieść, natomiast odbiorcy (zarówno przewodnicy, jak i na przykład nauczyciele szkolni, czy wreszcie zwykli zwiedzający) mają swobodę interpretacji proponowanych treści.

Zamknięty cech

We wrześniu 2017 r. do mediów w Polsce dotarła wiadomość, że Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku wypowiedziało umowy o współpracy ze swoimi przewodnikami.[1] Ci, którzy zechcieli tę współpracę kontynuować, musieli podpisać specjalną deklarację, w której zobowiązywali się opowiadać zwiedzającym wyłącznie o zawartości wystawy muzealnej. Niektórzy z dotychczasowych przewodników skarżyli się na inwigilację ze strony strażników, co pogarszało komfort ich pracy. Twierdzili, że nowe warunki oznaczają wprowadzenie cenzury przez władze muzeum.

Nie chcę zajmować się konfliktami politycznymi wokół muzeum, które zostały już opisany w formie książki,[2] były też przedstawiane przez Prof. Pawła Machcewicza, odwołanego dyrektora, m.in. podczas dorocznej konferencji Międzynarodowej Federacji Public History w Rawennie w czerwcu 2017 r. Władze muzeum nie kryły jednak politycznych motywów swoich decyzji. Twierdziły, że chodziło im o to, by przewodnicy zajmowali się treścią wystawy, a nie opowiadaniem historii z nią niezwiązanych (na przykład o sporach).

Okazuje się jednak, że nie jest to jedyne muzeum, gdzie koncesjonuje się uprawnienia przewodników, i że motywy polityczne nie są jedynym powodem takiego postępowania. We Wrocławiu w 2016 roku otwarto Muzeum Pana Tadeusza, poświęcone w zasadniczej części poematowi Adama Mickiewicza, XIX-wiecznego polskiego poety. Przechowuje ono rękopis poematu oraz różne obiekty z nim związane (od malarstwa i modeli trójwymiarowych po stroje, naczynia, meble z i broń). Okazuje się, że przewodnikami mogą być tam wyłącznie osoby zatrudnione w Muzeum, a jeśli obsługa zauważy, że ktoś ze zwiedzających wyjaśnia coś grupie innych zwiedzających, powinien go upomnieć, a w skrajnej sytuacji – wyprosić. Przepis ten uzasadniany jest troską o zwiedzających, by otrzymywali prawdziwe informacje, a taką gwarancję dają tylko wyspecjalizowani pracownicy muzeum. Rzeczywiście przechodzą oni regularne szkolenia i poddawani są egzaminom.

Otwarty dostęp

Inne wrocławskie muzeum, Centrum Historii Zajezdnia, również otwarte w 2016 r., poświęcone jest powojennej historii Wrocławia na tle wydarzeń w Polsce i na świecie. Każdy może być tam przewodnikiem. Sama oprowadzałam tam grupy studentów, gości czy rodzinę. Obsługa zawsze traktuje to jako coś naturalnego. Centrum zatrudnia własnych przewodników. Ma też w swojej ofercie lekcje dla różnych grup wiekowych, a od czasu do czasu organizuje oprowadzania kuratorskie przez twórców ekspozycji. Zwiedzający są prowadzeni dość obszernymi podpisami pod obiektami i opisami poszczególnych części ekspozycji, mogą też nabyć książkowy katalog. Jednakże muzeum nie rości sobie prawa do wyłączności na oprowadzanie i nie obawia się, czy ktoś przedstawi “prawdziwą” czy “nieprawdziwą” opowieść o tym, co widać na wystawie.

Osobiście preferuję ten ostatni model, w którym praca przewodnika jest elementem oferty muzeum, pewną propozycją dla zwiedzających, z której mogą, ale nie muszą, skorzystać. Przecież gdy kupuję książkę, mogę czytać całość lub wybrane fragmenty, cytować i polecać je innym, zgadzać się lub nie zgadzać z autorem i dzielić swoimi spostrzeżeniami. To samo powinno dotyczyć wystaw muzealnych. Mogę przecież chcieć użyć tylko pewnych jej fragmentów do swoich celów, np. do zajęć ze studentami (żeby na przykład pokazać, co można było zrobić inaczej). Nie negując kompetencji przewodników, uważam, że czasami ktoś inny może lepiej znać potrzeby i oczekiwania konkretnej grupy zwiedzających, np. moich zagranicznych kolegów-edukatorów albo uczniów z danej klasy.

Public history a edukacja szkolna

Dyskusja o tym, kto powinien oprowadzać po muzeum i prowadzić lekcje muzealne toczy się także między pracownikami muzeów i nauczycielami szkolnymi.[3] Ci pierwsi uważają, że lepiej znają zasoby swojej placówki i ich kontekst historyczny, potrafią go też zaprezentować w ciekawy, nieszablonowy sposób, sprawiając że ich zajęcia różnią się in plus od rutyny lekcji szkolnych. Są muzealnicy gotowi podzielić się prowadzeniem lekcji z nauczycielami, ale nauczyciele nie wydają się zainteresowani taką propozycją. Przewaga lekcji “zwykłych” nauczycieli polega na tym, że lepiej znają oni konkretną grupę uczniów (w tym np. ich zdolności do koncentracji albo specjalne potrzeby edukacyjne). Nauczyciel wie też, czego już uczyli się uczniowie na jego lekcjach oraz co będzie mu potrzebne w przyszłości.

Sprawa licencjonowania usług przewodnickich oraz monopolizowania narracji muzealnej rodzi wątpliwości związane z etyką historyków w przestrzeni publicznej. Na niektórej jej aspekty wskazywała w swojej pracy, poświęconej Lowell w stanie Massachusetts Cathy Stanoton. Pokazała ona na przykład zależność historyków publicznych od ich sponsorów. Zauważyła też, że nawet koncesjonowani przewodnicy różnie opowiadają o tych samych obiektach. Sądzę, że warto rozwijać badania nad (nie) zależnością przewodników muzealnych.

____________________

Literatura

  • Machcewicz, Paweł. Muzeum. Kraków: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2017.
  • Stanton, Cathy. The Lowell Experiment: Public History in a Postindustrial City. Amherst: University of Massachusetts Press, 2006.

Strony internetowe

____________________

[1] Dariusz Gałązka, “Przewodnik ma oprowadzać po wystawie – a nie wygłaszać opinie. Nowe zasady w Muzeum II Wojny Światowej,” Gazeta Wyborcza: Trójmiasto, 29.9.2017, http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22446279,przewodnik-ma-oprowadzac-po-wystawie-a-nie-wyglaszac-opinie.html (ostatni dostęp 2018-03-02); Emilia Stawikowska, “‘Tym przewodnikom dziękujemy’ Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej domaga się lojalki?” Gazeta Wyborcza: Trójmiasto, 18.10.2017, http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22526901,muzeum-ii-wojny-wymaga-lojalki-od-przewodnikow-nie-ze-wszystkimi.html (ostatni dostęp 2018-03-02).
[2] Paweł Machcewicz, Muzeum (Kraków: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2017).
[3] Np. konferencja “Ku czemu zmierzamy? – Edukacja historyczna w szkole a kształcenie akademickie” Warszawa, 11-12 marca 2015 r.
[4] Cathy Stanton, The Lowell Experiment: Public History in a Postindustrial City (Amherst: University of Massachusetts Press, 2006).

____________________

Zdjęcie

Louvre Museum, Paris, France © Alicia Steels via Unsplash.

Zalecany sposób cytowania

Wojdon, Joanna: Do kogo należy narracja muzealna czyli o pracy przewodników? In: Public History Weekly 6 (2018) 11, DOI: dx.doi.org/10.1515/phw-2018-11623.

Opdowiedzialnóć redakcyjna

Judith Breitfuß / Thomas Hellmuth

Copyright (c) 2018 by De Gruyter Oldenbourg and the author, all rights reserved. This work may be copied and redistributed for non-commercial, educational purposes, if permission is granted by the author and usage right holders. For permission please contact: elise.wintz (at) degruyter.com.

The scope of interest regarding this article lies in the role and position of museum guides as well as in the question of who owns the museum narrative: the museum and its management, or the public? Alternatively, is there (and should there be) only one museum narrative with the management being responsible for its dissemination, or do museums provide certain artifacts and (especially in the case of narrative-based museums) propose a story with specific content that the public (including guides, but also school teachers and ordinary visitors) is free to interpret?

Closed Guild

In September 2017, the Polish media was informed about the decision of the Museum of the Second World War in Gdańsk to terminate contracts with its guides.[1] Those who wished to continue their work for the museum were obliged to sign a special declaration, in which they promised to speak only about the content of the museum’s exhibition. Some guides complained that they were subject to surveillance by the museum guards, which had negatively impacted the comfort of their work environment. They said that the provisions of the new contracts introduced censorship practices in the museum. Although I do not wish to discuss the political conflict regarding the museum,[2] the management has rather openly stated the political reasons for their decision. The museum claimed that it wanted the guides to present the exhibition content and not tell unrelated stories (e.g. about the conflicts in which the museum was involved).

However, this is not the only museum where the guides need to be licensed, as political motives are not the only reason for licensing. Opened in Wrocław in 2016, the Muzeum Pana Tadeusza is dedicated to a poem by the nineteenth-century Polish poet Adam Mickiewicz. The manuscript of “Pan Tadeusz” is displayed there, as are various other artifacts related to its content (ranging from paintings and 3D models to clothes, dishes, furniture, and weapons). I was surprised to learn that only the guides employed in the museum are allowed to escort the groups there. If the staff spots someone giving explanations to other visitors, they are to be reprimanded and even asked to leave the museum. This rule is justified by the way in which the museum cares for the visitors by ensuring that they receive the correct information which only the professional museum staff can guarantee. The staff is regularly trained and examined for this purpose.

Open Access

Another museum located in Wrocław and which also opened in 2016 is the Centrum Historii Zajezdnia [History Center Depot], which is characterized by its presentation of the post-Second World War history of the city of Wrocław against the backdrop of other events in Poland and the world. Anyone can serve as a guide there. I personally have served as a guide for my students, guests, and family, and the staff has always treated this as something natural. CH Zajezdnia has their own guides and not only offers lessons for schoolchildren of different ages, but also organizes special tours led by the curators of the main exhibition. Written explanations provided in the exhibition space (e.g. captions accompanying the objects and sections) provide individual visitors with information. An exhibition catalogue in the form of a book is also available in the museum shop. Ultimately, the museum does not wish to establish a monopoly on guiding its visitors and is not concerned about the “right” or “wrong” story of the exhibition.

I personally prefer the model where guided tours are part of the museum’s offer which the visitors can (but do not have to) use. When I buy a book, for example, I can either read it in its entirety or only certain fragments, cite information and recommend it to others, and either agree or disagree with the authors and publish my comments. The same should be applied to museum exhibitions. I may want to use only parts of it, such as for teaching my students (e.g. in order to discuss what could have been improved). I do not question the skills and competence of museum guides, but I do believe that in some cases other people may understand and address the needs of specific audiences more sufficiently, for example with regards to my international colleagues, history educators, or schoolchildren from a particular class.

Public History vs School Education

The issue of who should guide museum tours and teach in museums is the topic of an on-going discussion between museum educators and school teachers.[3] The former maintain that they best know how to utilize the resources of their institutions and historical context. In addition to this, they usually develop efficient and original ways of presenting the content to their audience so that their lessons differ from what pupils are used to at school. Whilst some educators would be willing, however, to share teaching responsibilities with school teachers, the latter show no interest in this. The advantage of “regular” history teachers teaching in museums lies in their familiarity with their pupils (including their capabilities or special educational needs). The teachers also know what their pupils have already learnt and what knowledge they will require for the lessons that will follow.

The licensing of guides’ services and the monopolizing of museum narratives both raise the issue of public historians’ professional ethics. Some of these aspects have been discussed by Cathy Stanton in her book on Lowell, Massachusetts.[4] She has pointed out, for example, the dependence of public historians on their commercial sponsors, but also noticed that even licensed guides were not telling one and the same story. I believe the topic of the guides’ (in)dependence requires further research.

_____________________

Further Reading

  • Machcewicz, Paweł. Muzeum. Kraków: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2017.
  • Stanton, Cathy. The Lowell Experiment: Public History in a Postindustrial City. Amherst: University of Massachusetts Press, 2006.

Web Resources

_____________________

[1] Dariusz Gałązka, “Przewodnik ma oprowadzać po wystawie – a nie wygłaszać opinie. Nowe zasady w Muzeum II Wojny Światowej,” Gazeta Wyborcza: Trójmiasto, 29 September 2017, http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22446279,przewodnik-ma-oprowadzac-po-wystawie-a-nie-wyglaszac-opinie.html (last accessed on 2 March 2018); Emilia Stawikowska, “‘Tym przewodnikom dziękujemy’ Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej domaga się lojalki?” Gazeta Wyborcza: Trójmiasto, 18 October 2017, http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22526901,muzeum-ii-wojny-wymaga-lojalki-od-przewodnikow-nie-ze-wszystkimi.html (last accessed on 2 March 2018).
[2] The political controversy over the museum has already been described in detail in a book by the former director of the museum: Paweł Machcewicz, Muzeum (Kraków: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2017). Machcewicz has also talked about the conflict during the annual conference of the International Federation for Public History in Ravenna in June 2017.
[3] A case in point is the conference “Ku czemu zmierzamy? Edukacja historyczna w szkole a kształcenie akademickie” [“What are we aiming at? History education at school vs. academic training”], which took place in Warsaw during 11–12 March 2015.
[4] Cathy Stanton, The Lowell Experiment: Public History in a Postindustrial City (Amherst: University of Massachusetts Press, 2006).

_____________________

Image Credits

Louvre Museum, Paris, France © Alicia Steels via Unsplash.

Recommended Citation

Wojdon, Joanna: Who Owns the Museum Narrative? In: Public History Weekly 6 (2018) 11, DOI: dx.doi.org/10.1515/phw-2018-11623.

Editorial Responsibility
Judith Breitfuß / Thomas Hellmuth

Copyright (c) 2018 by De Gruyter Oldenbourg and the author, all rights reserved. This work may be copied and redistributed for non-commercial, educational purposes, if permission is granted by the author and usage right holders. For permission please contact: elise.wintz (at) degruyter.com.

Der Fokus dieses Artikels liegt auf der Funktion und der Position der MuseumsvermittlerInnen sowie auf der Frage, wem das Museumsnarrativ gehört: dem Museum und seinem Management oder der Öffentlichkeit? Anders formuliert, gibt es nur ein Museumsnarrativ (und sollte es nur eines geben), für dessen Vermittlung das Management zuständig ist? Oder präsentieren Museen bestimmte Artefakte und schlagen (besonders wie bei narrativen Museen) eine Geschichte spezifischen Inhalts vor, die die Öffentlichkeit (inklusive VermittlerInnen, LehrerInnen und BesucherInnen) frei interpretieren kann?

Eine geschlossene Gesellschaft

Im September 2017 wurden die polnischen Medien über die Entscheidung des Museums des Zweiten Weltkrieges in Danzig, Verträge mit den VermittlerInnen aufzulösen, informiert.[1] Jene, die ihre Museumsarbeit fortsetzen wollten, mussten eine Sondererklärung unterzeichnen, in der sie zusicherten, nur über den Inhalt der Museumsausstellung zu sprechen. Einige VermittlerInnen beschwerten sich über die Überwachung seitens der Museumsaufsicht, der sie ausgesetzt waren und die das Arbeitsklima negativ beeinträchtigt hätte. Sie sagten, dass die neuen Vertragsbedingungen Zensurpraktiken in das Museum einführten. Obwohl ich hier nicht den politischen Konflikt um das Museum ansprechen möchte,[2] hat das Management explizit die politischen Gründe hinter seiner Entscheidung genannt. Dem Museum zufolge sollten die VermittlerInnen ausschließlich den Ausstellungsinhalt präsentieren und über keine anderen Dinge (z.B. über die Konflikte, an denen das Museum beteiligt war) sprechen.

Dieses Museum ist jedoch nicht das einzige, in dem die VermittlerInnen lizenziert sein müssen, und politische Motive sind auch nicht der einzige Grund für diese Praxis. Das Pan Tadeusz Muzeum, das 2016 in Breslau eröffnete, ist einem Gedicht des polnischen, im neunzehnten Jahrhundert tätigen Dichters Adam Mickiewicz gewidmet. Das Manuskript von “Pan Tadeusz” wird hier gemeinsam mit weiteren Artefakten zu diesem Thema (angefangen von Gemälden und 3D-Modellen bis hin zu Kleidungsstücken, Geschirr, Möbeln und Waffen) ausgestellt. Hier dürfen nur die im Museum angestellten VermittlerInnen Gruppen durch die Ausstellung führen. Wenn das Personal bemerkt, dass Externe anderen BesucherInnen Erklärungen zur Ausstellung geben, werden diese verwarnt und sogar aus dem Museum verwiesen. Diese Regelung wird als Serviceleistung des Museums gerechtfertigt: Das Museum möchte sichergehen, dass die BesucherInnen korrekte Informationen erhalten, was wiederum nur von professionellen Museumsangestellten gewährleistet werden könne. Das Personal wird zu diesem Zweck regelmäßig geschult und geprüft.

Freier Zugang

Ein anderes Museum, das ebenfalls 2016 in Breslau eröffnete, ist das Centrum Historii Zajezdnia [Geschichtszentrum-Depot], das die Nachkriegsgeschichte der Stadt Breslau vor dem Hintergrund anderer Ereignisse in Polen und der Welt behandelt. Hier dürfen alle vermitteln. Ich persönlich habe hier bereits meine StudentInnen, Gäste und Familie durch die Ausstellung geführt. Das Personal hat das immer schon als etwas Natürliches angesehen. CH Zajezdnia hat seine eigenen VermittlerInnen und bietet nicht nur Kurse für SchülerInnen unterschiedlichen Alters an, sondern es organisiert auch Sonderführungen durch die KuratorInnen der Hauptausstellung. Schriftliche Erklärungen im Ausstellungsraum (z.B. Bildunterschriften bei Objekten und Sektionen) bieten Informationen für individuelle BesucherInnen. Ein Ausstellungskatalog in Form eines Buches ist im Museumshop ebenfalls erhältlich. Schließlich möchte das Museum kein Monopol auf die Museumsführungen haben und es beschäftigt sich nicht mit der Frage einer “richtigen” oder “falschen” Erzählung der Ausstellung.

Ich persönlich bevorzuge jenes Modell, bei dem Führungen Teil des Museumsangebots sind und von den BesucherInnen genutzt werden können (aber nicht müssen). Wenn ich beispielsweise ein Buch kaufe, kann ich es entweder in seiner Gesamtheit oder nur gewisse Fragmente daraus lesen, Informationen daraus zitieren und es anderen weiterempfehlen, mit den AutorInnen übereinstimmen oder nicht und meine Kommentare äußern. Das Gleiche sollte auch für Museumsausstellungen gelten, denn es kann sein, dass ich nur Teile davon zum Unterrichten meiner StudentInnen benötige (z.B. um über Verbesserungsvorschläge zu diskutieren). Ich stelle nicht die Kenntnisse und Kompetenzen der MuseumsvermittlerInnen in Frage, aber ich glaube, dass in manchen Fällen andere Leute die Bedürfnisse spezifischer Zielgruppen besser verstehen oder adressieren können – beispielsweise in Bezug auf meine internationalen KollegInnen, GeschichtslehrerInnen oder SchülerInnen bestimmter Schulstufen.

Public History versus Schulbildung

Die Frage, wer in Museen Führungen machen und in Museen unterrichten soll, ist das Thema einer lang andauernden Diskussion zwischen MuseumsvermittlerInnen und LehrerInnen.[3] Erstere behaupten, dass sie die Ressourcen ihrer Institutionen und den historischen Kontext am besten verwerten können. Zusätzlich entwickeln sie meist effiziente und originelle Methoden, um den SchülerInnen den Inhalt auf eine Art und Weise zu präsentieren, die sich von ihrem gewöhnlichen Schulunterricht unterscheidet. Während manche VermittlerInnen gerne gemeinsam mit den LehrerInnen Museumsführungen durchführen würden, zeigen Letztere daran kein Interesse. Wenn “reguläre” GeschichtslehrerInnen in Museen unterrichten, ist ihre Vertrautheit mit ihren SchülerInnen (inklusive des Wissens über ihre Fertigkeiten oder ihren sonderpädagogischen Förderbedarf) von Vorteil. Die LehrerInnen wissen auch, was ihre SchülerInnen bereits gelernt haben und welches Wissen sie für die folgenden Stunden benötigen werden.

Das Lizenzieren der Vermittlungsdienstleistungen und das Monopolisieren der Museumsnarrative werfen Fragen zur professionellen Moral von Public Historians auf. Manche dieser Aspekte wurden von Cathy Stanton in ihrem Buch über Lowell, Massachusetts, diskutiert.[4] Sie hat beispielsweise die Abhängigkeit von Public Historians von ihren kommerziellen Sponsoren betont, hat aber auch bemerkt, dass sogar lizenzierte VermittlerInnen nicht ein und dieselbe Geschichte erzählen. Ich bin der Überzeugung, dass das Thema der (Un-)Abhängigkeit von MuseumsvermittlerInnen weiterer Forschung bedarf.

_____________________

Literaturhinweise

  • Machcewicz, Paweł. Muzeum. Krakau: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2017.
  • Stanton, Cathy. The Lowell Experiment: Public History in a Postindustrial City. Amherst: University of Massachusetts Press, 2006.

Webressourcen

_____________________

[1] Dariusz Gałązka, “Przewodnik ma oprowadzać po wystawie – a nie wygłaszać opinie. Nowe zasady w Muzeum II Wojny Światowej,” Gazeta Wyborcza: Trójmiasto, 29. September 2017, http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22446279,przewodnik-ma-oprowadzac-po-wystawie-a-nie-wyglaszac-opinie.html (letzter Zugriff am 2.3.2018); Emilia Stawikowska, “‘Tym przewodnikom dziękujemy’ Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej domaga się lojalki?” Gazeta Wyborcza: Trójmiasto, 18. Oktober 2017, http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22526901,muzeum-ii-wojny-wymaga-lojalki-od-przewodnikow-nie-ze-wszystkimi.html (letzter Zugriff am 2.3.2018).
[2] Die politische Kontroverse um das Museum wurde bereits ausführlich in einem Buch des ehemaligen Museumsdirektors beschrieben: Paweł Machcewicz, Muzeum (Krakau: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2017). Machcewicz erzählt auch über den Konflikt während der Jahreskonferenz der International Federation for Public History [Internationale Föderation für Public History] in Ravenna im Juni 2017.
[3] Ein Paradebeispiel ist die Konferenz “Ku czemu zmierzamy? Edukacja historyczna w szkole a kształcenie akademickie” [“Was ist unser Ziel? Geschichtsunterricht an Schulen vs. akademische Ausbildung”], welche in Warschau vom 11. bis 12. März 2015 stattfand.
[4] Cathy Stanton, The Lowell Experiment: Public History in a Postindustrial City (Amherst: University of Massachusetts Press, 2006).

_____________________

Abbildungsnachweis

Louvre Museum, Paris, France © Alicia Steels via Unsplash.

Empfohlene Zitierweise

Wojdon, Joana: Wem gehört das Museumsnarrativ? In: Public History Weekly 6 (2018) 11, DOI: dx.doi.org/10.1515/phw-2018-11623.

Translated by Stefanie Svacina and Paul Jones (paul.stefanie@outlook.at)

Redaktionelle Verantwortung
Judith Breitfuß / Thomas Hellmuth

Copyright (c) 2018 by De Gruyter Oldenbourg and the author, all rights reserved. This work may be copied and redistributed for non-commercial, educational purposes, if permission is granted by the author and usage right holders. For permission please contact: elise.wintz (at) degruyter.com.


Categories: 6 (2018) 11
DOI: dx.doi.org/10.1515/phw-2018-11623

Tags: , , ,

7 replies »

  1. To all our non-English speaking readers we recommend the wonderful automatic DeepL-Translator.

    Thanks a lot for an important information and perspective. Just a few additional thoughts:

    1. The problem does not only arise with regard to traditional museums, but also to other places of public history and memory culture, such as concentration camp memorials. I know, e.g., that some of these institutions put increasing focus on the preparation of their guides and in some cases even want to secure a minimum of quality by not letting third persons guide tours. This, of course, is underpinned not only by poor guiding and wrong informations (sometimes amounting to specific myths being repeated), but also by experiences of revisionist counter-narratives being produced.

    From this point of view, there is a real field of tension between the freedom not only of perception and interpretation and free application of different perspectives (which you rightly advocate) on the one hand, and the need for quality control on the other hand. Both, the monopoly of “education” and its freedom carry some degree of risk, of being used for indoctrination and overwhelming, either “from above” or by revisionist countering.

    2. To me, part not of a solution, but maybe a strategy, lies in the understanding of “education” – not only at such places and institutions, but also in schools, albeit in different degrees and logics. In your English version, you talk of “education”, where in the German one, you (or your translator) refers to “Vermittlung” — a term which often is used as meaning “transmission” _of_ information, knowledge etc _to_ a group of recipients (mostly learners), but which can — and should — also or even dominantly carry the connotation of ‘mediation” _between_ different perspectives, approaches, interpretations. The latter understanding, then, would necessarily require to address not only the manifest “content” of a given exhibition or site, but also to address the perspectives, questions, values, which the different groups involved bring to the site/exhibition, as well as to reflect on the processes by which these different perspectives and interpretations are exchanged, related to one another and — in fact — negotiated. I think it is both the rigidity of the monopoly at the Museum of the Second World War in Gdańsk, which you refer to as well as the underpinning “transmissive” concept of education/”Vermittlung” which makes it utterly problematic.

    It should be a characteristic, a standard, for public history “education”/”Vermittlung” in post-traditional and democratic societies to conceptualize neither the guides nor the public as merely fixed into a specific role of “sending” or “receiving” messages. These places should be arenas of exchange and discussion of both information and interpretations — not in an arbritrary way of “anything goes”, but referring to standards of plausibility.

    Thism then, should also be at least one focus of schools’ visits to such places. To just use them as media of transmission means to hide their functions and logics within public history.

    From this perspective, I very much agree with your advocating the “free” use and would suggest that it is the criteria-bound exchange of views and perspectives, which makes these places important for learning.

  2. To all our non-Polish speaking readers we recommend the wonderful automatic DeepL-Translator.

    Wyważony głos w sprawie, która jest ważniejsza, niż na pozór się wydaje. Zdecydowanie przychylam się do tezy, że z usług fachowych przewodników warto korzystać, ale muzea nie powinny narzucać sposobu zwiedzania i czerpania z ich publicznych zasobów. Lista zagrożeń wydaje się bowiem dłuższa, niż ewentualnych, krótkoterminowych korzyści.Wolność interpretacji, to podstawa wolnego myślenia. Bez tego jako społeczeństwo będziemy ubożsi i mniej zdolni do oswajania upływu czasu i nieuchronnych zmian.

  3. To all our non-English speaking readers we recommend the wonderful automatic DeepL-Translator.

    I had a similar experience in the museum of the victims of communism in Skopje couple of years ago. Visitors were not allowed to see the exhibition by themselves, they were accompanied by a guide instead (it was mandatory). The guy I went with from time to time explicitly lied or falsified data.

    For example, there was a huge section dedicated to a prison camp at Island of Goli where during the Tito-Stalin split thousands of Yugoslav communists who opted for Stalin were imprisoned in 1950s. I asked him how many Macedonians were imprisoned there. “30.000”, he answered. We know, however, that there was altogether around 16.000 political prisoners, most of them Serbs and Montenegrins. This is but only one example.

    The point is, in some countries and in some museums governments/political parties (in the case of Macedonia, it was one particular party) still try to control narrative or impose official ones to conform the political needs of the moment, as much as they try to control history textbook narratives or naming streets and squares. We have had for some time a very similar debate about the future exhibition in the Croatian History Museum which should cover the Croatian history from the Middle Ages to the present, i.e. as a sort of “biography of the nation”.

    Another example are obligatory two-day visits for primary school Croatian students (11-14) to the city of Vukovar which was destroyed during the 1990s wars. The battle for Vukovar has become a symbol for the Croatian sufferings in the war. Students sleep in former military barracks and visit several memorial sites (battle sites, memorial hospital, execution sites and mass grave sites). Although their out-of-school experience is part of the school curriculum, their visit is structured by the Memorial Centre of the Homeland War in Vukovar which is state-founded and owned.

    The question who owns the museum narrative is very well raised, but unfortunately the dilemma is still not only between museum guides or teachers, but also governments and political parties which are in many cases key actors.

  4. To all our non-Polish speaking readers we recommend the wonderful automatic DeepL-Translator.

    Jako przewodnik, chciałbym do tego tekstu dodać kilku słów, z drugiej strony lustra.

    1. Istnieją muzea, gdzie nie ma możliwości zwiedzania bez przewodnika, gdyż po prostu byłoby to niezgodne z prawem. Tak jest na trasie turystycznej, w której pracuję, gdyż częściowo znajduje się w sztolni po kopalni węgla kamiennego. Turysta sam nie może jej odwiedzać i jest “skazany” na przewodnika, przy okazji także na salach wystawowych w części naziemnej.

    2. Gdybym dostał taką deklarację jak Gdańsku, momentalnie bym się zwolnił. Co w ogóle oznacza taki zapis i jak go interpretować? Według niego, jeśli turysta zadałby mi pytanie szczegółowe, które dotyczyłoby górnictwa w ogóle, a nie mojej kopalni i jej wystaw, nie mógłbym odpowiedzieć. Pytania podpadające pod tę kategorię padają bardzo często. Choćby “dlaczego kopalnie są nierentowne” albo “jak wygląda kwestia zagranicznych inwestycji w polskie górnictwo” etc. Nie wyobrażam sobie, że odpowiadam turyście, że nie mogę mu odpowiedzieć na takie pytanie. W moim przypadku muzuem nie ma jednej linii i każdy przewodnik odpowie inaczej. I niestety, taka specyfika materiału, że muszę wejść w politykę.

    3. Jeśli chodzi o “przewodnika z zewnątrz” to uważam, że to muzeum/trasa turystyczna powinna mieć prawo wyboru polityki. Osobiście nie mam żadnego problemu z pracownikami naukowymi uczelni wyższych, którzy oprowadzają za mnie (i tak muszę im towarzyszyć pod ziemią ze względów prawnych). Wciąż jest we mnie odrobina pokory i uważam że każdy przewodnik może się wtedy sam czegoś nauczyć, nieważne o jakim stażu i wykształceniu. W tę sobotę odwiedzi mnie w pracy, ze studentami, dr Śliwiński z UWr. On, jako geolog, a ja, jako historyk, możemy się od siebie uczyć nawzajem, tylko i wyłącznie z korzyścią dla obecnych przy tym studentów. Wydaje mi się to naturalne, niestety, po przeczytaniu tego artykułu, zacząłem się obawiać, jak wygląda to w innych miejscach.

    4. Bardzo, ale to bardzo chciałbym, aby było tak, że nauczyciele mają ambicję, by sami prowadzić zajęcia lub dzielić się tym z przewodnikami, ale z mojego doświadczenia wynika coś kompletnie innego. Niestety, spora część nauczycieli taki wypad traktuje jak wolne i okazję, by zagłębić się w smartfonie. Miny nauczycieli przywoływanych do porządku po przypomnieniu, że są w pracy… Cóż, to można sobie wyobrazić ;) To oczywiście może być spowodowane specyfiką mojego muzeum (który nauczyciel wie wystarczająco wiele o kopalni czy górnictwie?). Jednak nawet szczątkowa chęć jest rzadka. Bo przecież nauczyciel przyrody/geografii mógłby choćby i tylko włączyć się do omówienia procesu powstawania węgla, a historyk dorzucić swoje trzy grosze. Ale to jest rzadkością.

    5. Mam szczęście (jeśli chodzi o temat artykułu) pracować w prywatnej placówce, więc kwestia nacisków z góry odpada. I kiedy obserwuję różnice, między mną a kolegami z placówek państwowych… Cóż, to tylko kolejny argument, by jakieś 75% muzeów prywatyzować.

    Oczywiście pozostaję otwarty na jakiekolwiek pytania, pozdrawiam pracowników mojej Alma Mater i zapraszam ze studentami.

  5. To all our non-English speaking readers we recommend the wonderful automatic DeepL-Translator.

    90%+ of an art gallery or musuem is usually in storage, and perhaps the remainder on display, therefore a curator priviledges particular objects by grouping and displaying them, and creates a narrative. Before that someone has enabled this by collecting particular items and not others. Senior managers and business managers ask for particular exhibitions to encourage higher visitor numbers, and chose narratives and identify with policy drivers that might aid this, likewise sponsors and donors have their own narratives and positionality The visitor has chosen to come in (school parties may be a little less voluntary!) and reads any accompanying explanation, looks at the material objects and has a response to the items- they receive but also make their own narrative.

    These may be different between individuals, who carry “baggage” about culture, history and identity. Thus a kaleidascope of interpretation, constantly shifting for some individuals and fixed for others… we have to “own” our own positionality and try to understand that of others. Displays in museums are a transitory and temporary thing – the displayed objects change and society does not stay fixed.

    Objects change in terms of their significance because that is not fixed either- the story is written and rewritten without end, there is no fixed narrative, although there may be master or grand narratives of influence at work.

  6. To all our non-Polish speaking readers we recommend the wonderful automatic DeepL-Translator.

    Ważny i ciekawy temat. Preferuję otwartość narracji i w Muzeum Historii Polski planujemy, że dla zwiedzających nasi przewodnicy będą opcją a nie obowiązkiem. Chociaż rozumiem, że w przypadku niektórych ekspozycji (np. muzea martyrologiczne) może być uzasadniony wariant z mocniejszą kontrolą Muzeum nad przekazem.

    W przypadku lekcji muzealnych jest inaczej, tutaj muzeum bierze większą odpowiedzialność za przekazywane treści.Teraz mamy stałą ofertę lekcji i to z niej realizowane są tematy lekcji i warsztatów. Zdarza się, że nauczyciel dzwoni do nas z propozycją/pytaniem czy możemy zrealizować lekcję na potrzebny mu temat – jeżeli mamy czas na przygotowanie, to robimy takie lekcje na zamówienie. Jesteśmy elastyczni – rozszerzamy/zawężamy tematy w zależności od potrzeb i czasu jakim klasa dysponuje.

    Wszystkie lekcje przeprowadzane w szkołach przyszpitalnych/dla klas z niepełnosprawnościami robione są w konsultacji z nauczycielami i uwzględniają potrzeby ucznia i nauczyciela.
    Myślę, że przy stałej ekspozycji współpraca z nauczycielami będzie znacznie rozszerzona.

  7. To all our non-English speaking readers we recommend the wonderful automatic DeepL-Translator.

    Judging this by the teacher’s perspective, I think that museums should introduce freedom as much as possible. I have the impression that the “monopoly” of museum guides stems primarily from the conviction that visitors can simply damage the exhibits. However, I think that this fear is unfounded, especially with regard to the groups led by teachers, educators and so on. If a teacher decides to take a museum lesson, he or she has a purpose to do so and can direct the visit in such a way as to make a tangible reference to the knowledge that the students possess, thus strengthening it. Sometimes the guides are not oriented towards the school curriculum and what is obvious to them is not necessarily like this for the visitors, especially children from a primary school.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

 characters available

Pin It on Pinterest